Opcje widoku
Ikona powiększania tekstu
Powiększ tekst
Ikona pomniejszania tekstu
Pomniejsz tekst
Ikona zmiany kontrastu
Kontrast
Ikona podkreślenie linków
Podkreślenie linków
Odnośnik do Deklaracja dostępności
Deklaracja dostępności
Resetowanie ustawień
Reset

Biografia

TWE IMIĘ WIDNIEJE W HISTORII.
PRZEZ KŁECKO, SŁUBICE I SOPOT – WIEDZIE JEGO ŻYCIA SZLAK.

 

hm. Zygmunt Imbierowicz

1929 - 1998

 

Urodził się w Kłecku 11 kwietnia 1929 roku. Jego rodzice Kazimierz (powstaniec wielkopolski) i Apolonia zd. Grześkowiak na co dzień zajmowali się handlem. Z rodzeństwa miał tylko siostrę Anielę. Edukację w Szkole Powszechnej rozpoczął w1936roku. Przerwał ją wybuch II wojny światowej. Już wtedy Zygmunt należał do gromady zuchowej działającej przy IX Drużynie Harcerzy im. Mieszka I w Kłecku. W czasie wojny pracował jako goniec, a następnie jako uczeń szewski. Jego znajomi do dziś wspominają, że był bardzo zdolny i pracowity, ale jak sam pisze po latach, praca u szewca nie była jego pasją:

 

 

Jego pasją, drogą, powołaniem stało się harcerstwo. Wstąpił do drużyny jako siedmioletni chłopiec. Rok później, jako zuch uczestniczył w pierwszym zlocie harcerskim w Kłecku, zorganizowanym z okazji 5 rocznicy powstania miejscowej IX Drużyny im. Mieszka I. Był wilczkiem kiedy na miejskim stadionie sportowym zdobywał pierwsze sprawności. Dwa lata przed wybuchem wojny został szóstkowym. Wtedy zawiązywały się pierwsze harcerskie przyjaźnie. To wspaniałe dzieło tworzenia pokolenia czynnych i wiernych patriotów przerwała wojna! Zygmunt miał wówczas 10 lat. Kłecko jak wiele polskich miast stawiło opór wkraczającym Niemcom. Broniło się dwa dni. Tu polegli pierwsi harcerze, przyjaciele Zygmunta: Sylwester Śliwiński, Walerian i Stanisław Mężyńscy. Mieszkańcy Kłecka do dziś wspominają jaka to była ogromna strata dla młodych harcerzy. Podkreślają również, że to właśnie nasz dziesięcioletni wówczas patron przez całą wojnę z grupą zuchów, z narażeniem życia, dbał o groby swoich kolegów. Kolejnym ciosem dla młodego Zygmunta było aresztowanie i wywóz wielu harcerzy i ich rodzin do Dachau.
Mimo to pozostali harcerze cały czas mieli nadzieję, że nadejdą lepsze dni. Tak o tych czasach pisze sam Imbierowicz:

 

„Rok 1940 na wiosnę budził nadzieję, przecież Francja stała gotowa. 3 maja kilku byłych zuchów z naszej gromady odwiedziło groby na Strzelnicy, niosąc kwiaty. Ale Niemcy z Karniszewa przepędzili ich, bowiem w tym czasie patrolowali z ukrycia teren wiedząc, że to święto narodowe Polaków. Mimo to przez cały czas okupacji, rodziny pomordowanych i harcerze – zuchy- nie tylko odwiedzali, ale pielęgnowali groby, dbając o to, aby nie zarosły trawą i nie zniknęły z powierzchni, o co chodziło okupantowi. To właśnie wtedy harcerze a właściwie zuchy podjęli taką przekorną robotę, aby nie pozwolić zatrzeć w pamięci świętych miejsc. Okopywano wiec te groby, układano na nich krzyże z kamienia i składano kwiaty. Gorzej było z grobem żydowskim, na którym trzeba było starannie wyrysować potem ułożyć gwiazdę zamiast krzyża. Kwiaty zwykłe, polne kładziono wszędzie równo. Nie można pominąć nazwisk tych śmiałych zuchów, a byli to Adam Szyguła, Jan i Henryk Jung, Romek Majewski, Florian Krzyżanowski, Zygmunt Imbierowicz”.

 

Bieg historii zmusił ich do szybkiej dorosłości i odpowiedzialności. Wpojone ideały rozświetlały ich umysły, gasiły strach, dodawały odwagi. Chociaż harcerstwo formalnie nie istniało, młodzi ludzie, w których rozpalono zapał do pielęgnowania patriotycznych wartości, spotykali się, żeby powędkować, pograć w palanta, i jak wspomina sam Imbierowicz, żeby robić różne kawały Niemcom i Polakom. Grono coraz starszych już zuchów powiększało się. W roku 1943 przybył do Kłecka trzynastoletni chłopiec Włodzimierz Jasiński (obecnie Odojewski). Zygmunt zaprzyjaźnił się z Włodkiem. Często spotykali się aby pogłębiać swoją wiedzę na tajnych lekcjach, których udzielała im pani Jasińska – mama Włodka. Uczyła ich historii, geografii i tak wówczas potrzebnego patriotyzmu. Z braku wolności i z chęci zrobienia czegoś dla kraju czternastoletni Zygmunt i rok młodszy Włodek postanowili wbrew zakazom reaktywować drużynę harcerską. Jak pisze po latach Imbierowicz wyglądało to mniej więcej tak: „pieczątki zrobił Bolesław Dzierwa, legitymacje z pseudonimami zrobił Włodek i Romek Majewski. Urządzono harcówkę w budynku gospodarczym – magazyn na strych u p. Pierańskiego od strony ulicy Dworcowej. Obok nauki zaczęła się zabawa w harcerstwo”.


3 maja 1943 roku w piwnicy domu p. Pierańskiego odbyło się przyrzeczenie harcerskie. Zygmunt złożył również przysięgę Armii Krajowej i został członkiem Szarych Szeregów. Używał pseudonimów „Kupało” i „Bury Wilk”. Przyrzeczeniom towarzyszyły uroczyste śpiewy i deklamowanie wierszy patriotycznych.

Od tego momentu powstał na nowo tajny zastęp harcerski w składzie:

  • Drużynowy: Włodzimierz Jasiński;
  • Przyboczny: Zygmunt Imbierowicz;
  • Skarbnik: Jan Jung;
  • Członkowie: Roman Majewski, Florian Krzyżanowski oraz dwóch kuzynów Włodka z Gniezna.

Nie była to już zabawa w harcerstwo. Była to poważnie działająca drużyna, którą kierowali kilkunastoletni chłopcy. Zebrania tajnej IX Drużyny Harcerskiej im. Mieszka I w Kłecku odbywały się na strychu w tym samym budynku, w którym odbyło się uroczyste przyrzeczenie. To tam również harcerze gromadzili sprzęt: 2 pistolety wojskowe, 18 naboi, 1 radioaparat służący do nasłuchu radiowego, sprzęt saperski – siekierki i łopatki oraz noże harcerskie, tzw. Finki. Zdobyli również kilka map, na które nanosili zmieniającą się linię frontu. Harcerstwo stało się ich całym życiem. Wierzyli, że sami mogą zmienić bieg historii. Jak później pisze Imbierowicz: chciało się żyć, witano się lewa ręką, pozdrowieniem było czuwaj. Harcerze planowali także zdobyć broń z kościoła, który wówczas był twierdzą, w której znajdowała się zwożona przez Niemców amunicja i broń. Poczynania zastępu były coraz śmielsze. O niegasnącym zapale Drużyny możemy się przekonać czytając spisane po latach wspomnienia:

,,Kłecko, mała, cicha mieścina, wszyscy wszystko wiedzą, zaczęły się plotki. Aż tu nagle plotki poszływ kąt, wieści napływały prawdziwe: w Warszawie powstanie. Hej, kto Polak na bagnety. Zbiórka alarmowa nad małym jeziorem na cyplu w trzcinie. Gorące umysły rozsadzały głowy. Ileż lodu wtedy trzeba było, aby ostudzić zapały i rwące serca. A więc pierwszy projekt realizacja wariantów A i B (zdobycie broni). Wymarsz piechotą – czy aby zdąży się. Drugi projekt – staranie się o przepustki umożliwiające dojazd do najbliżej granicy G.G. Dobrze, że Włodek był taki rozsądny i opanowany.”

Fragment Historii Harcerstwa opracowany przez hm. Imbierowicza

 

Po latach Włodzimierz Odojewski (wybitny pisarz) w jednym z opowiadań poświęconych Zygmuntowi Imbierowiczowi, powracając pamięcią do tych dni, tak go wspomina: ,,a któryś z chłopaków z naszej paczki – pewnie Zygmunt, bo wszędzie był pierwszy, istna kronika wydarzeń, nie przepuścił żadnego – jeszcze przed południem przybiegł z wiadomością, że w miasteczku znowu pokazali się Niemcy. Ale to nie byli już ci sami, tamci Niemcy sprzed kilku dni, ci Niemcy teraz, to byli Niemcy pokonani, a takich nikt przedtem w miasteczku nie widział; tak twierdził Zygmunt, i można było mu wierzyć”.

 

Zatem już wtedy, nasz kilkunastoletni Patron był wielkim autorytetem, bojownikiem o wolność, prawdziwym patriotą, nie bojącym się podejmować często porywczych decyzji. Jego system wartości ukształtowała historia, a jego zapał i odwaga pozwoliła te cechy przekazywać innym. Jako młodzi chłopcy – harcerze sami na własną rękę szukali drogi do wolności. Mieszkańcy Kłecka podkreślają jego odwagę, talent organizacyjny, chęć niesienia pomocy każdemu, kto jej potrzebował. Nie było dla niego przeszkody, której nie możnaby było pokonać. Wręcz przeciwnie stawiał sobie cele wydawałoby się niemożliwe do osiągnięcia. Był pewien tego 9 co robi, dzięki temu potrafił zgromadzić wokół siebie rzeszę młodych ludzi. Nie bał się choć często ryzykował własne życie.

 

,,Niedługo przyszły rozczarowania, co było do przewidzenia. Zapatrzeni i zasłuchani w odgłosy powstania nie usłyszeliśmy skradających się Niemców do naszej harcówki... Przyszli jak należy z psami i bronią odbezpieczoną, czterej cywile i jeden żandarm!”

 Fragment Historii Harcerstwa opracowany przez dh. hm. Imbierowicza

 

17 sierpnia 1944 roku do tajnej harcówki wkroczyło Gestapo, aresztowano harcerzy. Zaprowadzono ich do Gniezna na przesłuchanie, które odbywało się przy ulicy Sobieskiego (koszary wojskowe). Dzień później zwolniono Jana i Henryka Junga, Romka Majewskiego i kuzyna Włodka. W areszcie zostali: Włodek Jasiński i Zygmunt Imbierowicz. Oskarżono ich o dowodzenie nielegalną organizacją. Przebywali w więzieniu przy ulicy Franciszkańskiej do października. Zostali zwolnieni dzięki staraniom rodziców. Zwolnienie uratowało harcerzy przed wywózką do Żabikowa ( jak się później okazało byli oni na liście transportu więźniów).

 

 Rok 1945 przyniósł wolność! Kilka miesięcy po wyzwoleniu Kłecka przez Armię Radziecką - IX Drużyna Harcerska im. Mieszka I została reaktywowana. Powołano wówczas trzy zastępy: „Orły”, „Kruki”, i „Lisy”, na czele których stanęli: Aleksander Lubawy, Roman Lubawy i harcerz o nieustalonym nazwisku. W końcu 1945 roku powstał czwarty zastęp, kierowany przez zasłużonego harcerza w latach okupacji hitlerowskiej Zygmunta Imbierowicza, jego przybocznym został podzastępowy Jerzy Garski. Uroczyste przyrzeczenie zorganizowano 30 maja 1946 roku. Tradycyjnym zwyczajem, odbył się pierwszy biwak dla IV zastępu zorganizowany w Zakrzewie.

„Dzieje Kłecka”, pod red. Jerzego Danielewicza, Poznań 1983, str. 271.

 

Pierwsze lata po wojnie to świetny czas dla miejscowego harcerstwa. Powstają nowe drużyny, organizowane są obozy. Harcerzom nie przeszkadzały trudne warunki i brak odpowiedniego sprzętu. Spali w szałasach, bo nie było tylu namiotów. Liczyła się atmosfera, podsycana radością z odzyskanej niepodległości. W Kłecku drużyna zgromadziła ok. 50 harcerzy. Napływ do harcerstwa był coraz większy. Powstają zastępy w Świniarach, Michalczy. Z tego względu zapadła decyzja o utworzeniu podhufca w Kłecku, którego komendantem został dh Zygmunt Imbierowicz. Młodzi harcerze mogli wreszcie wrócić do nauki. Zygmunt jak i wielu jego kolegów kontynuował rozpoczętą naukę
w Gnieźnie uczęszczając do I klasy Gimnazjum im. B. Chrobrego. Następnie uczył się w Liceum Handlowym – był tam nawet przewodniczącym Samorządu Szkolnego. Mimo obowiązków szkolnych prężnie działał w harcerstwie. Żyjący do dziś harcerze wspominają, że był to okres niezwykle radosny, obfitujący w wycieczki, biwaki, wieczorki taneczne, a nawet przedstawienia teatralne. Sam Imbierowicz wspomina w swoich zapiskach o początkach orkiestry harcerskiej. W roku 1948 Druh Zygmunt z grupą 70 harcerzy wyjechał na kolejny obóz do Lubniewicy na Ziemi Lubelskiej. Skoncentrowały się tam drużyny z całego hufca gnieźnieńskiego. W ramach Harcerskiej Służby Polsce harcerze pomagali w żniwach, porządkowali drogi, wioski. Jak wspomina sam Druh: „obóz był wyjątkowo udany, uzyskał wysoką ocenę i zakwalifikowany został do najlepszych. Zdobyto wiele stopni sprawności. Zrobiono sporo zdjęć”. Po powrocie harcerze brali udział w tworzeniu ładu i porządku w mieście. Pomagali przy wyborach do Sejmu. Zygmunt Imbierowicz został powołany w skład Miejskiej Rady Narodowej.

 

Jako przedstawiciel ZHP, sprawdzony już zarządca i doskonały organizator był najmłodszym radnym. O tym czasie, po latach pisze tak:

„Czasy były niespokojne i różne były oddziaływania na społeczeństwo i młodzież, ale nam przyświecał cel wskazany przez lilijkę harcerską. Była Polska. Było ZHP. Było to czego najbardziej pragnęliśmy. Cieszyliśmy się tym i pracowaliśmy, najlepiej jak było można i na tyle, na ile było stać dzieci i młodzież”.

 

Radość z odzyskania niepodległości nie trwała długo. Nowej władzy nie podobał się harcerski zapał, niszczyła piękną harcerską tradycję. Druh nie mógł się z tym pogodzić. Drużyny starszoharcerskie zostały rozwiązane, wielu instruktorów musiało odejść. Aby ocalić historię, wolność i tradycję Druh postanowił zorganizować tajną Organizację Harcerską, której nadał kryptonim „Mężne serca”. Dnia 29 stycznia 1949 roku tajną strukturę wykryto, Zygmunt Imbierowicz został kolejny raz aresztowany pod zarzutem posiadania broni i przynależności do nielegalnej organizacji. W następstwie tego wydarzenia został skazany przez Rejonowy Sąd Wojskowy w Poznaniu na 5 lat więzienia. Po odbyciu kary we Wronkach, został wcielony do Batalionów Pracy na dalsze 25 miesięcy ciężkiej pracy w kopalni węgla kamiennego. W więzieniu poznał wielu ludzi, których po latach wspomina:

„Myślę, że znajdą się ludzie, którzy sięgną po pióro, aby zdać relację z tego co tam się działo. Był tam kwiat młodzieży i polskiej inteligencji. Spotkałem tam hrabiego Potockiego, szefa WIN z Leszna, wspaniałych żołnierzy i oficerów AK, powstańców z Warszawy i prostych szarych ludzi. Co za wspaniali ludzie, ile hartu i woli przeżycia w nich było, ile prostego prawdziwego patriotyzmu. Wspaniali, często bezimienni bohaterowie. Krótko pracowałem we Wronkach w pralni. Prałem odzież i bieliznę wychodzących na wolność. Trafiła mi się raz koszula, gruba, lniana, która po zamoczeniu zabarwiła wodę na czerwony, brunatny kolor. Rozpadła się w rękach. Była cała nasączona krwią, była sztywna jak tektura, łamała się w rękach. Pod koniec wyroku trafiłem do obozu pracy przy kopalni „Knurów”. Pracowaliśmy pod ziemią. Praca była ciężka, niewolnicza.”

Suplement do życiorysu spisany przez dh. hm. Z. Imbierowicza

 

29 kwietnia 1955 roku po odbyciu kary Imbierowicz wrócił do Kłecka. Bardzo często był legitymowany przez miejscowych milicjantów. Nie mógł znaleźć pracy. Z tego powodu zmuszony był wyjechać do Poznania gdzie dostał pracę robotnika magazynowego w Centrali Odzieżowej nr 5 na Ratajach. W tym czasie skończył również w Poznaniu Technikum i zdobył zawód technika ekonomisty w zakresie finansów i rachunkowości. Wiosną 1956 roku wrócił w okolice Kłecka i podjął pracę w Zespole PGR w Rybnie jako księgowy techniczny w brygadzie remontowo budowlanej. Tam poznał swoją przyszłą żonę. Jak na prawdziwego harcerza przystało, niepokonany Druh w styczniu 1957 roku na nowo reaktywował kłeckoską drużynę. Skład drużyny wiosną 1957 roku liczył już 5 zastępów. W czerwcu harcerze z Kłecka wzięli udział w jubileuszowym zlocie w Janowcu Wielkopolskim, a we wrześniu tegoż roku sami zorganizowali dwudniowy zlot z okazji 25-lecia istnienia Drużyny im. Mieszka I. Zlotem kierował Druh Zygmunt. Był niedoścignionym wzorem osobowym, wspaniałym organizatorem i przyjacielem młodzieży. Niestety brak pracy i dalszych perspektyw rozwoju zawodowego zmusiły go do opuszczenia Kłecka. W 1957 roku skorzystał z propozycji przyjaciela i wyjechał do Słubic. Tam pracował w Powszechnej Spółdzielni Spożywców w dziale technicznym.

 

Dla mieszkańców Słubic był człowiekiem nieznanym. Mimo to w bardzo krótkim czasie udało mu się zdobyć zaufanie ludzi. Jeszcze w tym samym roku w szkole, która graniczyła z jego miejscem pracy, zorganizował nabór do drużyny harcerskiej. Opowieściami o prawdziwym harcerstwie podbił serca uczniów. Potrafił rozmawiać z młodzieżą, przekazać im swoją pasję. Wspólne perspektywy obozów, biwaków zgromadziły wokół niego rzeszę harcerzy. W ten sposób powstała w Słubicach XIV Drużyna Harcerska im. Jana Sobieskiego. Harcerze mogli liczyć na swego Druha nie tylko na częstych zbiórkach. Był on dla nich wzorem harcerskich cnót i pomocnikiem w kłopotach. Często zdarzało się, że chodził na wywiadówki, pomagał udzielając korepetycji, uczył historii Polski i patriotyzmu. Tak naprawdę niewiele o nim wiedzieli, a był dla nich kimś bardzo ważnym, kimś, kto odegrał znaczącą rolę w ich dalszym życiu. Byli dumni, że są harcerzami Imbierowicza.

 

„Pierwsze oficjalne, publiczne wystąpienie naszej drużyny miało miejsce 1 maja 1958r. Drużyna z werblami fanfarami na czele z Druhem Zygmuntem w całej okazałości zrobiła furorę w społeczności mieszkańców. Ognisko zorganizowane nad Odrą – piosenki, monologi, skecze młodych harcerzy wprowadziły w podziw społeczeństwo”.

                                                                                                                                                                                     Wspomnienia harcerskie XIV Drużyny Harcerzy ZHP                                                                                                                         im. Jana Sobieskiego w Słupicach spisane po latach przez Pana Eugeniusza Parzyszka

 

W lipcu 1958 roku Druh zorganizował pierwszy obóz. Zaprosił na niego swoich przyjaciół – harcerzy z Kłecka. Obóz odbył się w Koziczynie (niedaleko Słubic) w pięknym lesie położonym nad jeziorem. Podczas 15 dni zmagań harcerskich zdobyto wiele sprawności i stopni harcerskich. Umocniły się przyjaźnie i chęć współpracy.

 

„Obóz stawialiśmy sami. Duże namioty (hangary) pamiętające wojnę przestrzelone z napisami US Armii, budowanie kuchni, latryny, magazynu żywności to nasze zajęcie i nauka. Było wspaniale, ogniska, apele wieczorne, no i wieczorna modlitwa, a w niedzielę wymarsz do Cybinki z werblami, fanfarami, czwórkami do kościoła. Odwiedzali nas rodzice, władze miejskie. Odwiedził nas poeta Romuald Szura. Mieliśmy też mniej przyjemne wizyty np., funkcjonariuszy UB, którym to nie podobała się pięknie utrzymana kapliczka na terenie obozu. Zakłócili oni spokój naszego druha Imbierowicza, który jesienią został na kilka miesięcy za to aresztowany”.

Harcerz Orli – Eugeniusz Parzyszek

 

Rok później Druh Imbierowicz zorganizował równie udany obóz w Świniarach niedaleko Słubic. Latem 1962 wyjechał z Drużyną do Karnocic na Wyspie Wolin. Nie zamykał za sobą drzwi bezpowrotnie, świadczy o tym kolejny, świetnie zorganizowany obóz. Tym razem w okolice Kłecka Druh zabrał harcerzy ze Słubic. Było to w roku 1960. W czasie obozu harcerze pracowali przy żniwach w miejscowej spółdzielni. Dla młodych harcerzy była to ogromna frajda. Druh nie pozwolił im się nudzić, nocne pobudki i alarmy należały do jego ulubionych atrakcji i niespodzianek.

 

„Inne z przeżyć to nocny alarm. Budziliśmy się wystraszeni grą fanfar z krzykiem. Rozkaz pakowania się i zbiórka w pełnym rynsztunku. Wymarsz w nieznanym kierunku. Po drodze dowiadujemy się, że idziemy kilkanaście kilometrów w kierunku Żnina do Biskupina. Zwiedzamy Biskupin, zapoznajemy się z jego historią, następnie wielka uroczystość – przyrzeczenie harcerskie składają nowi druhowie. Powrót wieczorem, po drodze smaczna maślanka kupiona prosto z mleczarni, pita z manierki w przydrożnym rowie”.

 Harcerz Orli – Eugeniusz Parzyszek

 

Życie naszego Patrona to nie tylko harcerstwo. W tym czasie był już szczęśliwym mężem i ojcem dwóch córek Agnieszki i Magdaleny. Jego pasją była historia. Uwielbiał czytać książki. Znał na pamięć powieść Michaiła Szołochowa pt: „Cichy Don”. Był też wybornym kucharzem. Starał się aby w domu nigdy niczego nie brakowało. W Spółdzielni gdzie pracował był sumiennym i oddanym pracownikiem. Poza tym był dobrym, życzliwym sąsiadem. Mimo tak wielu obowiązków, zawsze miał czas na miłe słowo. Nie potrafił nikomu odmówić pomocy. Pielęgnował rodzinne tradycje, interesował się losem swoich przyjaciół. Ufał ludziom, mimo iż tyle razy go zawiedli. W roku 1963 dla dobra swoich podopiecznych musiał wycofać się z życia harcerskiego. Dwa lata później z całą rodziną opuścił Słubice i przeniósł się na stałe do Sopotu. Był jednak w stałym kontakcie ze swoimi przyjaciółmi zarówno ze Słubic jak i z Kłecka. W Gdańsku zdał maturę i kilka lat później zdobył tytuł magistra na Wydziale Prawa i Administracji. Przez wiele lat był dyrektorem Rzemieślniczej Spółdzielni Remontowo – Budowlanej w Sopocie. Był aktywnym działaczem społecznym i politycznym. Za swą sumienną i rzetelną pracę społeczną, i zawodową otrzymał wiele odznaczeń, min:

  • Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski Ludowej;
  • Krzyż Armii Krajowej;
  • Złoty Medal Jana Kilińskiego za Zasługi dla Rzemiosła Polskiego;
  • Krzyż za Zasługi dla Związku Harcerstwa Polskiego z Rozetą i Mieczami;
  • Złoty Krzyż Zasługi;
  • Srebrny Krzyż Zasługi;
  • Zasłużony Działacz Ruchu Społecznego;
  • Honorowa Odznaka Rzemiosła;
  • Opiekun Miejsc Pamięci Narodowej.

 

Swoją ogromną pasję do harcerstwa dzielił z córkami. Okrutny los sprawił, że jedna z nich Magdalena zginęła w wieku 17 lat niosąc pomoc innym. Była to ogromna tragedia dla całej rodziny. Mimo tego, że był człowiekiem niezwykle obowiązkowym i sumiennym w swojej pracy, tęsknił za harcerstwem. Szukał kontaktu z harcerzami. Pod koniec lat osiemdziesiątych został członkiem Kręgu Instruktorów Starszoharcerskich „Korzenie”. Regularnie przychodził na zbiórki, opowiadał o swoich harcerskich zmaganiach. Brał udział w wyprawach seniorów (rajd Rodło). Czynnie uczestniczył w licznych uroczystościach w Chorągwi Gdańskiej. Po zmianach ustrojowych współtworzył Sopockie Koło Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Był założycielem Morskiego Oddziału Stowarzyszenia Szarych Szeregów. Pielęgnował pamięć o swoich poległych przyjaciołach. W 1989 roku brał udział w uroczystości nadania imienia Sylwestra Śliwińskiego Szkole Podstawowej w Świniarach koło Kłecka. Interesował się rozwojem harcerstwa w Kłecku. Spotykał się po latach z weteranami kłeckoskiego harcerstwa. Był inicjatorem i fundatorem tablicy pamiątkowej, która upamiętnia nazwiska poległych harcerzy w Obronie Kłecka. Przyjaciele wspominają go jako człowieka niezwykle otwartego, odważnego, pełnego werwy i zapału. Celem jego życia było działanie, przekazywanie wartości patriotycznych, dbanie o należyte wykształcenia następnych pokoleń młodzieży. Bez względu na to gdzie się znalazł jednoczył ludzi wokół siebie. Tworzył niekończącą się do dzisiaj nić wielopokoleniowej przyjaźni. Był bardzo życzliwy, konsekwentny w działaniu, uczynny, sprawiedliwy i wierny do końca harcerskiemu przyrzeczeniu. Gorliwie dbał o to, aby na przekór umykającemu życiu zachować wciąż młodą duszę i trwać w harcerskim „Czuwaj”! Zmarł po ciężkiej chorobie 23 sierpnia 1998 roku.

 

Opracowała, przypisami opatrzyła, materiał ilustracyjny wybrała

Agnieszka Karbowiak

 

 

 

„Szczęście człowieka na ziemi zaczyna się dlań wtedy, gdy zapominając o sobie, zaczyna żyć dla innych”.

– Mikołaj Gogol –

 

Nasz Patron swoją życiową postawą zbudował sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu. Przeżył swe życie na czynieniu czegoś, co będzie trwało jeszcze przez dziesiątki lat. Zachwycił nas wiernością harcerskim ideałom. Stał się dla nas wzorem wytrwałości, męstwa i odwagi. Jesteśmy dumni, że naszym Patronem jest mieszkaniec Kłecka, nasz lokalny patriota. Pragniemy w tym miejscu serdecznie podziękować Rodzinie Harcmistrza Imbierowicza, znajomym z Kłecka Słubic i Sopotu, którzy poświęcili nam swój cenny czas, aby podzielić się z nami refleksją o człowieku niezwykłym, który cały czas żyje w naszej pamięci. Dziękujemy za cenne wskazówki, materiały biograficzne, zdjęcia, za gościnę i pomoc w zebraniu informacji dzięki którym ta publikacja mogła powstać. Obiecujemy pielęgnować pamięć o oddanym harcerzu, który zapisał się w historii Kłecka, Słubic i Sopotu.

 

„Harcerstwo i praca w nim i dla niego Zostawiła w każdym z nas cos bardzo drogiego, Bardzo miłego, coś, co nie da się dokładnie określić, To się czuje, bo to jest tylko harcerskie...”

Zygmunt Imbierowicz

 

Serdecznie dziękujemy żonie i córce Zygmunta Imbierowicza za gościnę, okazaną życzliwość i chęć podzielenia się ogromną ilością wspomnień o naszym Patronie.

 

Słowa mówione, dyktowane i zapisane stały się podstawą do spisania biografii Patrona naszego Ośrodka. W tym miejscu chcielibyśmy wymienić nazwiska osób, które pomogły w zbieraniu materiałów do publikacji: prof. dr hab. Jerzy Siepak, Gabriela Kiejnich, Jerzy Basiński, Eugeniusz Parzyszek, Edward Ibragimow, Jerzy Konatkowski, Benigna Pukacz, Tadeusz Wójtowicz, Teresa Sucharska, Tadeusz Wacław-Strażewicz, Sylwester Glapiak, Jerzy Grzywacz, Zofia Nowak, Krystyna Pałubińska-Szygowska, Janusz Sokołowski.

 

„Dh hm. Zygmunt Imbierowicz był człowiekiem niezwykłym, prawdziwym patriotą, dla którego harcerstwo było drogowskazem życiowym, prawo i przyrzeczenie – programem postępowania na co dzień, a sprawy wychowania harcerskiego młodego pokolenia – najważniejsze. W jego działalności harcerskiej jest cos niezwykłego, coś, co każe wynosić tę postać na piedestał, stawiać ją przed oczyma, czynić zeń imię wartości i idei, których coraz bardziej światu brak”.

 Krystyna Ciesielczyk – założycielka SOSW w Kłecku

 

Ta myśl Pani Krystyny Ciesielczyk – założyciela i wieloletniego dyrektora SOSW w Kłecku była motorem do podjęcia działań prowadzących do nadania Specjalnemu Ośrodkowi Szkolno – Wychowawczemu 1 października 2003 roku imienia hm. Zygmunta Imbierowicza. Rok później Gimnazjum nr 1 w Słubicach również przyjęło imię hm. Zygmunta Imbierowicza, a 29.09.2004 r. odbyła się uroczystość nadania szkole sztandaru. 1 października 2008 roku, w piętnastą rocznicę istnienia SOSW w Kłecku, ziściły się nasze marzenia o nadaniu naszej placówce sztandaru.

 

 

 

KILKA SŁÓW OD SAMEGO PATRONA

"Urodziłem się 11 kwietnia 1929 r. w Kłecku Wlkp. z  ojca Kazimierza (powstaniec Wielkopolski z zawodu kupiec) i matki  Apolonii Grześkowiak. Uczęszczałem do Szkoły Powszechnej w Kłecku do 1939 r., gdzie należałem do ZHP. W czasie okupacji niemieckiej szkolnictwa dla Polaków nie było na terenach b. Worthegou. Od 1942r.  pracowałem jako goniec a nastepnie uczeń szewski w firmie niemieckiej Arnold Kirchner. W 1943 r. wstapiłem do reaktywowanej IX Drużyny Harcerzy w Kłecku składając w dniu 3. 05. 1943r. przyrzeczenie harcerskie. Głównym naszym celem była nauka i praca harcerska przygotowująca do walki o wyzwolenie Polski. Na wieść o wybuchu powstania w Warszawie zgłosiłem się jako ochotnik na pomoc walczącym. Nasze przygotowania przerwało w dniu 17.08.1944 r. aresztowanie jednego zastępu. Gestapo osadziło w więzieniu mnie oraz drużynowego Włodzimierza Jasińskiego w Gnieźnie. Na skutek starań rodziców i pracodawców zostaliśmy zwolnieni w m-cu wrześniu 1944 r. W 1945 r. w lutym zdałem egzamin do I klasy Gimnazjum im. B. Chrobrego w Gnieźnie. Następnie uczęszczałem do Liceum i Gimnazjum Handlowego w Gnieźnie. Edukację moją przerwało aresztowanie pod zarzutem posiadania broni i przynależności do nielegalnej organizacji i kierowania nią (w dniu 29.01. 1949r. przez PURP w Gnieźnie). W następstwie tego zostałem skazany przez Rejonowy Sąd Wojskowy w Poznaniu na 5 lat więzienia. Po odbyciu kary we Wronkach w obozie pracy w kopalniach, zostałem wcielony do Batalionów Pracy w IWP na dalsze 25 miesięcy pracy w kopalni węgla kamiennego. Po zwolnieniu z wojska przez pół roku nie mogłem  dostać pracy na terenie Kłecka i Gniezna. Dopiero zmiana miejsca zamieszkania umożliwiła mi zatrudnienie w charakterze robotnika  magazynowego w Centrali Odzieżowej w Poznaniu. Szkołę średnią ukończyłem zaocznie, a studia w 1975r. w Uniwersytecie Gdańskim. W 1957r. przeniosłem się do Słubic i podjąłem pracę w PSS Słubice. W 1958 r. ożeniłem się z Krystyną Modrzejewską. Urodziły nam się dwie córki  Agnieszka  i Magdalena. W 1965 przeprowadziliśmy się do Sopotu gdzie podjąłem pracę Kierownika Spółdzielni Rzemieślniczej gdzie pracuje do dziś. Jestem członkiem SD, przewodniczącym koła S. Z. Ż. A. Krajowej w Sopocie i v-ce prezesem Zarządu Gł. Zw. B. Więźniów Politycznych w Gdańsku, którego jestem współzałożycielem. W roku 1989 dostałem Krzyż Armii Krajowej."

Sopot, 10 maja 1990 r.

 

Data dodania: 2025-04-29 20:54:42
Data edycji: 2025-08-27 10:40:25
Ilość wyświetleń: 58

Tutaj się nie teoretyzuje, tylko ❤️m pracuje

Rodzic
Bądź z nami
Aktualności i informacje
Biuletynu Informacji Publicznej
Biuletynu Informacji Publicznej